środa, 16 marca 2016

Zespół niespokojnych rąk.



Nie mogę usiedzieć spokojnie. Chociaż w zasadzie siedzieć mogę, tylko ręce ciągle by robótkowały. Rozpiera mnie szydełkowa energia. Mam ochotę realizować kilka projektów jednocześnie. Haftowanie krzyżykami nauczyło mnie, żeby jednak tego nie robić bo ilość ufo-ków rośnie w szybkim tempie a maleje znaaaaacznie wolniej.



Dziś były więc kwadraty, próby z cienką nitką i drobnym szydełkiem. Próby szydełkowania filetowego no i .... oczywiście podkładki, żeby nie było, że szewc bez butów chodzi.
Podkładki zazwyczaj występują w kompletach po 6 sztuk. Dla siebie postanowiłam zrobić 4 małe i jedną większą. Wiem jednak, że powstanie jeszcze jeden komplet dla naszych przyjaciół - dwie małe i większa. Wszystko w tej samej trójkolorowej opcji.

Było już:
żółty - pomarańczowy - zielony
pomarańczowy - żółty - zielony
żółty - zielony - pomarańczowy

Powstaje:
pomarańczowy - zielony - żółty
zielony - żółty -  pomarańczowy

Zostaje więc jeszcze jedna opcja do wykorzystania ;)


wtorek, 15 marca 2016

Trzy nowe podkładki.

Jest wieczór. Rozmawiam z szanownym małżonem:
m: Idę jutro do pani X. fajnie by było jakbyś zrobiła dla niej podkładkę. Ona lubi takie rzeczy i pewnie się ucieszy.
ja: Hmm dobra, zrobię
m: Ale wiesz, ona ma koleżankę Y i razem pracują w pokoju.
ja: Wrrr, dobra ale zrobię z tych samych kolorów.
m: OK (ale wykrzywia twarz w wątpliwym uśmiechu)
Jak obiecałam, tak zrobiłam a małżon był lekko zaskoczony.


Ostatnio pisałam, ze w DK już mnie rozpoznają po szydełku. :) Pracuje tam pan udzielający informacji, pilnujący porządku i zachowania. Trzyma towarzystwo za tzw. twarz a przy tym bywa bardzo miły. Żartuje sobie ze mnie, że ciągle robię tą samą serwetkę, żadnej nie skończyłam bo pewnie w domu wszystko pruję. Aby "udowodnić" panu, że przynajmniej jedną skończyłam, wydziergałam specjalnie dla niego pojedynczy egzemplarz. :) Uśmiał się i był mocno zaskoczony ale teraz już nie ma powodów, żeby mi "dokuczać". Pozdrawiam go serdecznie. A oto jego podkładka. 


I chyba z podkładkami zrobię przerwę a wrócę do kwadratów. :)






piątek, 11 marca 2016

Świąteczne podkładki.

Co jakiś czas, w internecie pojawia się hasło do: robótkowania w miejscach publicznych. Od początku roku mam więc tą akcję przeprowadzoną wielokrotnie. Najczęściej szydełkuję czekając na powrót dzieci z dodatkowych zajęć. W domu kultury już się przyzwyczaili. Ostatnio jednak dookoła szydełkującej mnie ustawił się wianuszek ok 10-letnich dziewczyn i przyglądały się, przyglądały ... Kątem oka obserwowałam sytuację ale udawałam, że nic nie widzę. Nagle jedna z tych dziewczyn stwierdziła: "wspaniałe jest to co pani robi". Mówiła też, że jej babcia też szydełkuje ale raczej serwetki i one nie są kolorowe. Próbowałam namówić ją żeby może poduczyła się to i owo od babci. Nie wiem czy byłam przekonująca. Ważne, że moja próżność została mile połaskotana. A przyznam się, że to nie było nic skomplikowanego. Proste podkładki pod kubki w kolorach wielkanocnych. Podkładki miały być na jarmark przedszkolny. Sprawa miała się zamknąć w jednym komplecie. Ponieważ jednak ta kolorystyka spodobała się dwóm bliskim mi babeczkom postanowiłam zrobić i dla nich po komplecie. Na szczęście wcześniej zrobiłam zapas kolorystyczny włóczek, więc dam radę. Przeliczyłam już, że z trzech kolorów mogę stworzyć sześć konfiguracji. Trzy więc są zaledwie połową. :)
Tak więc, jeden dla Kasi, jeden dla Marty i jeden na jarmark. A może sobie też zrobię bo będzie pasować.


A jutro, jak to w sobotę, pewnie obudzę się ok 5 rano i zacznę "dłubać". :)





piątek, 5 lutego 2016

Są czapki!

Powstały wreszcie całe czapki! Wypracowałam swoją metodę i oswoiłam się z dzierganiem intuicyjnym. Teraz już (przynajmniej przy czapkach) nie mam problemu z tym czy dodawać oczka, ile i gdzie czy nie.
Różowa jest mojej córci. Zauważcie, że jest nawet dziewczyńskie wykończenie. Do tego dojdą jeszcze kwiatki. Możliwe, że o kompletu powstanie również szalik.


Na zdjęciu poniżej jest właściwy kolor.




Zielona już na potrzeby Dolinowe. Wymaga jeszcze dopracowania ale to już przy następnej.



Jest też drobny dowód na to, że przybywa kwadratów. Dziergam je dosłownie wszędzie. 



czwartek, 4 lutego 2016

Przerwa na posiłek - obiadokolacja.

Na moim starym blogu, od czasu do czasu, pojawiały się wpisy o jedzeniu. A dokładnie - przepisy. Takie gromadzenie inspiracji w jednym miejscu okazało się bardzo wygodne. A ponieważ nie zawsze mam pod ręką zeszyt z przepisami a blog jest dla mnie dostępniejszy to i tu pojawią się takie wpisy. W kańcu nie samymi robótkami człowiek żyje :)
Na początek wczorajsza obiadokolacja czyli babka ziemniaczana.
Przepis zaczerpnęłam z www.smaczny.pl (Autor przepisu: sylwuśka)

Babka ziemniaczana 

Składniki:

  • 2 ½ kg ziemniaków 
  • 30 dag kiełbasy (np. podwawelskiej) 
  • 30 dag wędzonego boczku 
  • 1 duża cebula (ok. 15 dag) 
  • 2 łyżki oleju 
  • 2 jajka 
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej 
  • 2 łyżki mąki pszennej 
  • majeranek 
  • sól 
  • pieprz 


Sposób wykonania:
Kiełbasę, wędzony boczek i cebulę pokroić w kostkę. Przełożyć na patelnię, na rozgrzany olej. Wymieszać razem, zrumienić i ostudzić. Ziemniaki obrać, opłukać i zetrzeć na tarce o małych oczkach. - masakra jeśli macie ręczną tarkę. :)
Do dużej miski przełożyć ziemniaki (wraz z sokiem, który puszczą), ostudzoną kiełbasę z boczkiem i cebulą. Następnie dodać surowe jajka, mąkę ziemniaczaną, mąkę pszenną i szczyptę majeranku. Przyprawić do smaku solą i pieprzem.
Wszystko razem dokładnie wymieszać i wyłożyć do wysmarowanej olejem prostokątnej formy o wymiarach 25 na 36 cm. Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 60 minut w temperaturze 180 °C.
Gotową babkę ziemniaczaną kroić na porcje (można polać ketchupem). Podawać na ciepło z kefirem. Maślanka albo kefir - koniecznie bo to idealne połączenie. . Można też odgrzewać porcje w mikrofali lub na patelni (zrumienić z dwóch stron).

Fotka mojego wykonania babki. Niestety zdjęcie pojedynczej porcji zabyt szybko usunęłam :)



wtorek, 19 stycznia 2016

Nerwy

Wkurzyła mnie czapka. Znowu sprułam i zaczęłam od nowa. Już nawet dzwoniłam po radę do autorki czapek. A sama, aby uspokoić swoje skołatane nerwy, wydziergałam kwadraty.



piątek, 15 stycznia 2016

Pracowite poranki.

Jak myślicie, co można robić w sobotę ok 6:00 rano? Dotychczas myślałam, że spać, sprzątać, ba nawet wyszywać. Okazuje się, że można również szydełkować.
Jesienią zeszłego roku obiecałam swoim dzieciom, że zrobię im skrzacie czapeczki. Podobne do tych które były dostępne dla gości w Dolinie Skrzatów. Wzór chyba najprostszy w świecie ale jakoś nie mogłam się za nie zabrać. Mogłam oczywiście zapytać autorki ale ... chciałam SAMA. Tak mi więc schodziło do dzisiejszego poranka. I gdyby nie to, że trzy razy prułam duże kawałki (bo coś było za dużo albo za mało) to jedna czapeczka już by była na 100%. Teraz mogę pokazać Wam jedynie kawałeczek.



środa, 13 stycznia 2016

Zaległości i nowości.

Nareszcie się zmobilizowałam do napisania posta.
Obiecałam Wam jakiś czas temu, że pokażę pozostałe podkładki. To do dzieła. Od jakiegoś czasu mam też maleńką pomocnicę. To chyba ona tak mnie skutecznie zmobilizowała.

1) Pomarańcz z granatem - jeszcze w zeszłym roku powstało 6 sztuk.





2) Kasiulkowe fiolety. W zeszłym roku powstał cały komplet 6 sztuk. Nie mogłam się oprzeć i zrobiłam dla siebie siódmą. :)


3) Powstała w zeszłym roku na specjalne zamówienie mojego syna.



4) Do kompletu sześciu mniejszych (posty niżej) powstała jedna - większa. 



Ponieważ za oknem brakuje kolorów, w ramach buntu robię kwadraty w kolorach tęczy. Nie mogłam się zdecydować czy kwadraty czy inny wzór. Zadecydowała wygoda i logika. Łatwiej przecież zabrać do torebki  motek i szydełko, niż całą dużą robótkę. Co z tego będzie? Nie mam pojęcia. Początkowo miał być pled, potem szal, poszewki na poduszki ... Póki co nie zastanawiam się nad tym. Będę dziergać kwadraty dopóki będę miała chęć lub nadgarstek nie odmówi posłuszeństwa. A moja nowa pomocnica ciągle szepcze: dziergaj, dziergaj. 


W Nowym Roku, obie życzymy wam mnóstwa robótkowej samorealizacji. 

czwartek, 10 grudnia 2015

Smutny listopad.

Na szczęście już za mną. Nie zebrałam się do napisania postu. Za dużo było w listopadzie pożegnań i rocznic tych pożegnań. Jedną z niewielu przyjemnych była nasza rocznica ślubu. Siódma. :)
Mam też padnięty aparat, więc zdjęcia stały się problematyczną sprawą. Ale będą!!!
To różowe co miało być kominem - sprułam. Pojawiło się zbyt dużo pomyłek i wszystkie przez podróż pociągiem. Widocznie ja nie powinnam łączyć drutów z pociągiem. Bywa. Za to od ilości włóczkowych planów pęka mi głowa. :)
Pozdrawiam Was serdecznie :)

wtorek, 10 listopada 2015

Figlarne przeznaczenie.

Jakieś półtora tygodnia temu zaświtała mi myśl, żeby córce zrobić komin w jej ulubionym kolorze. Kupiłam więc różową ;) włóczkę i dopasowane, proste druty. Nabrałam ileś oczek i zaczęłam przerabiać. Miałam już jakieś 10 cm kiedy naszły mnie dziwne myśli. A może za mało nabrałam oczek? A może komin powinnam robić na drutach z żyłką żeby nie trzeba było go zszywać? Tak. Następnego dnia kupiłam druty z żyłką (bambusowe, zaszalałam) i sprułam to co już miałam. Zaczęłam nabierać oczka. Raz, drugi, trzeci ... po szóstym się poddałam. Bo między innymi żyłka była za długa. Wróciłam do prostych drutów. Następnego dnia kolejne podejście do nabierania oczek. I tak przez kilka dni do przedwczoraj. Zła passa nabierania oczek została przełamana. Ale prawe z lewymi zaczęły się teraz mieszać z lewymi, brzegowe nie były takie jak powinny. Sprułam raz i drugi. Kolejnego dnia podobnie. Stwierdziłam, że zamykam temat moich robótek na drutach na dłuuuugi czas. Jednak coś mnie dziś podkusiło i zaczęłam nabierać oczka znowu. Udało się. Robię ściągacz czyli nic skomplikowanego. Mam 10 cm. W międzyczasie okazało się, że mam jakieś inne prawe oczka niż trzy "druciane" blogerki, które podpatruję. Trudno, nie będę już pruć. Wydaje mi się, że tak mnie w dzieciństwie uczyła ciocia. I mimo, że ta robótka nie jest na wysokim poziomie ale potraktuję ją jako wprawkę przed innymi. W końcu minęło jakieś 25 lat od momentu kiedy po raz ostatni coś dziergałam na drutach. Bazowałam wtedy też głównie na oczkach prawych i lewych - znaczy na ściągaczu. Na fotce macie początkową fazę z odrobinę przekłamanym kolorem. Postaram się jednak zrobić odrobinę lepsze zdjęcia z kolejne 10 cm. :) Bo planuję dotrwać do końca. 
Moi drodzy, nie mogę dodać zdjęcia do bloga. Może to znak, że coś się dzieje?
Ufffff już.






Batmanowy kwadrat.

 Wszem i wobec ogłaszam zakończenie wyszywania batmanowego logo. Miało być łatwo i szybko a codzienność zweryfikowała moje plany. Nie wyrobi...