środa, 30 marca 2016

Rodzinne skarby.

Tak to już jest, że po naszych przodkach (poza majątkiem ;) dziedziczymy pewne cechy, zdolności i skłonności.
Tak jest z robótkowaniem u kobiet w mojej rodzinie. Na starym blogu już Wam o tym wspominałam.
Moja Babcia jej domeną było szydełkowanie, haft (różnoraki) i szycie na maszynie.

Fragment serwetki wyhaftowanej przez moją Babcię.


Moja mama w komplecie uszytym i wyhaftowanym przez moją Babcię oraz "plecy" w czasach 
obecnych. 



Jej starsza córka - mistrzyni robótek na drutach.
Do tej pory wspominam spódnicę i bolerko z niebieskiej włóczki, czerwoną spódnicę z całego koło (ciężka jak diabli) i sweter w łabędzie, który nie doczekał się podszewki a wymaga naprawy.

Moja mama - szycie na maszynie, szydełko i druty.
Czasami siadała wieczorem do maszyny, żebyśmy obie na rano miały nowy ciuch. Mama potrafi uszyć wszystko. Począwszy od drobiazgów a skończywszy na spodniach, nosidełku dla brata i śpiworze na obóz dla mnie. Kilka rzeczy druciano-szydełkowych trzymam w szafie do tej pory.

Ja - haft krzyżykowy, szydełko, druty, szycie na maszynie i odrobina haftu wstążeczkowego.

Wszystkie te rzeczy zajmują w szafie miejsce, którego nam bardzo brak. Z drugiej strony - nie wyopbrażam sobie jak mogłabym się pozbyć takich skarbów. Chyba tylko po to aby dać je w posagu mojej córce, która ... z szydełkiem sobie nie poradziła ale ...
Złapała bakcyla tkackiego i chyba coś z tego będzie :)


 Ale rękodzieło jest domeną całej naszej rodziny. O tym co i jak tworzy mój pan mąż możecie poczytać tutaj http://dolinaskrzatow.pl/. Najlepiej jednak odwiedzić nas osobiście i przekonać się na własne oczy. Od samego początku mąż ma pomocnika. 



Syn jest bardzo zaangażowany w nasze działania. Sam jest twórcą i pomysłodawcą wielu skrzacich ciekawostek. 


Obraz namalowany przez mlodego w 2014 roku. Oprawiony i jak najdroższe arcydzieło powiesszony w honorowym miejscu. 






wtorek, 29 marca 2016

Wiosenne coś nowego.

No to już po świętach. Teraz wszystko wraca do normy.
W pierwszy dzień świąt, o 5 rano kończyłam jeszcze podkładki na nasze rodzinne śniadanie. W efekcie nasz komplet składa się z czterech małych podkładek. Czy powstanie duża? Jak odrobinę od nich odpocznę to możliwe.


Teraz w dalszym ciągu powstają kwadraty. Ale nie tylko. Ponieważ powiew wiosny uruchomił chęć do zrobienia czegoś nowego ... zabrałam się za filety. 
Moja babcia robiła tą techniką serwetki i duże serwety na stół. Niestety nie mam zdjęcia takiej babcinej robótki. 
Oto fotka mojego "arcydzieła". Proszę bądźcie wyrozumiali. To pierwszy filet w moim życiu :o)

Miało być jak na instrukcji. Świadomie użyłam grubej włóczki i grubego szydełka, bo łzawiące od topoli oczy nie pozwoliły skupić się na czymś drobnym.  


Wyszło tak:



Ponieważ trening czyni mistrza, dziś poszła w ruch drobniejsza włóczka i drobne szydełko. 




poniedziałek, 21 marca 2016

Przedostatni komplet.

Po długich podchodach, wręczone wreszcie.
Wczoraj podkładki trafiły do swojego docelowego domu i prezentowały się tam doskonale.
Tym razem komplet składa się z dwóch małych podkładek i jednej większej.


Mam nadzieję, że zdążę zrobić jeszcze jeden komplet do naszego, świątecznego domu. :)

środa, 16 marca 2016

Zespół niespokojnych rąk.



Nie mogę usiedzieć spokojnie. Chociaż w zasadzie siedzieć mogę, tylko ręce ciągle by robótkowały. Rozpiera mnie szydełkowa energia. Mam ochotę realizować kilka projektów jednocześnie. Haftowanie krzyżykami nauczyło mnie, żeby jednak tego nie robić bo ilość ufo-ków rośnie w szybkim tempie a maleje znaaaaacznie wolniej.



Dziś były więc kwadraty, próby z cienką nitką i drobnym szydełkiem. Próby szydełkowania filetowego no i .... oczywiście podkładki, żeby nie było, że szewc bez butów chodzi.
Podkładki zazwyczaj występują w kompletach po 6 sztuk. Dla siebie postanowiłam zrobić 4 małe i jedną większą. Wiem jednak, że powstanie jeszcze jeden komplet dla naszych przyjaciół - dwie małe i większa. Wszystko w tej samej trójkolorowej opcji.

Było już:
żółty - pomarańczowy - zielony
pomarańczowy - żółty - zielony
żółty - zielony - pomarańczowy

Powstaje:
pomarańczowy - zielony - żółty
zielony - żółty -  pomarańczowy

Zostaje więc jeszcze jedna opcja do wykorzystania ;)


wtorek, 15 marca 2016

Trzy nowe podkładki.

Jest wieczór. Rozmawiam z szanownym małżonem:
m: Idę jutro do pani X. fajnie by było jakbyś zrobiła dla niej podkładkę. Ona lubi takie rzeczy i pewnie się ucieszy.
ja: Hmm dobra, zrobię
m: Ale wiesz, ona ma koleżankę Y i razem pracują w pokoju.
ja: Wrrr, dobra ale zrobię z tych samych kolorów.
m: OK (ale wykrzywia twarz w wątpliwym uśmiechu)
Jak obiecałam, tak zrobiłam a małżon był lekko zaskoczony.


Ostatnio pisałam, ze w DK już mnie rozpoznają po szydełku. :) Pracuje tam pan udzielający informacji, pilnujący porządku i zachowania. Trzyma towarzystwo za tzw. twarz a przy tym bywa bardzo miły. Żartuje sobie ze mnie, że ciągle robię tą samą serwetkę, żadnej nie skończyłam bo pewnie w domu wszystko pruję. Aby "udowodnić" panu, że przynajmniej jedną skończyłam, wydziergałam specjalnie dla niego pojedynczy egzemplarz. :) Uśmiał się i był mocno zaskoczony ale teraz już nie ma powodów, żeby mi "dokuczać". Pozdrawiam go serdecznie. A oto jego podkładka. 


I chyba z podkładkami zrobię przerwę a wrócę do kwadratów. :)






piątek, 11 marca 2016

Świąteczne podkładki.

Co jakiś czas, w internecie pojawia się hasło do: robótkowania w miejscach publicznych. Od początku roku mam więc tą akcję przeprowadzoną wielokrotnie. Najczęściej szydełkuję czekając na powrót dzieci z dodatkowych zajęć. W domu kultury już się przyzwyczaili. Ostatnio jednak dookoła szydełkującej mnie ustawił się wianuszek ok 10-letnich dziewczyn i przyglądały się, przyglądały ... Kątem oka obserwowałam sytuację ale udawałam, że nic nie widzę. Nagle jedna z tych dziewczyn stwierdziła: "wspaniałe jest to co pani robi". Mówiła też, że jej babcia też szydełkuje ale raczej serwetki i one nie są kolorowe. Próbowałam namówić ją żeby może poduczyła się to i owo od babci. Nie wiem czy byłam przekonująca. Ważne, że moja próżność została mile połaskotana. A przyznam się, że to nie było nic skomplikowanego. Proste podkładki pod kubki w kolorach wielkanocnych. Podkładki miały być na jarmark przedszkolny. Sprawa miała się zamknąć w jednym komplecie. Ponieważ jednak ta kolorystyka spodobała się dwóm bliskim mi babeczkom postanowiłam zrobić i dla nich po komplecie. Na szczęście wcześniej zrobiłam zapas kolorystyczny włóczek, więc dam radę. Przeliczyłam już, że z trzech kolorów mogę stworzyć sześć konfiguracji. Trzy więc są zaledwie połową. :)
Tak więc, jeden dla Kasi, jeden dla Marty i jeden na jarmark. A może sobie też zrobię bo będzie pasować.


A jutro, jak to w sobotę, pewnie obudzę się ok 5 rano i zacznę "dłubać". :)