Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą druty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 stycznia 2017

Szydełkowe wieści. Ruch na froncie.

Ostatnia świąteczna czapa powstała bardzo dawno. Mogę pokazać ją dopiero teraz bo dotarła do właściciela. Rozmiar niewielki bo i człowiek nieduży.
włóczka Elian Gerlach
skład: akryl 100%
szydełko nr 5
kolory nr.: 1503, 1986, 208



Nowy rok byłby kiepski gdyby w styczniu nie powstała czapka. :) Tak już mi chyba zostanie. Ale spieszę, się żeby pokazać urobek ostatnich dwóch dni. 
włóczka Elian Gerlach
skład: akryl 100%
szydełko nr 5
kolory nr.: 4774, 217




Ale szydełkowanie to nie tylko czapki, kwadraty itp. rzeczy. Szydełko pomoże Wam zatrzymać choć chwilę dłużej rzeczy które lubicie. 
Czasy są teraz takie, że nie trzeba stać godzinami w kolejce po ubrania średniej jakości. Można kupić wszędzie a jeśli jeszcze są w dostępnych cenach to  razie zniszczenia bez żalu wyrzucamy. Czasami jednak uparcie nie chcemy danej rzeczy wyrzucić no ale trzymanie zniszczonego to też żadne rozwiązanie. I tu z pomocą; czasami; może nam posłużyć szydełko. Zdjęcie niżej jest bliższe kolorystycznie oryginału. 
Niestety w tej chwili nie podam szczegółów dotyczących kordon


A teraz nowość. Przy pomocy drutów nr 5 powstaje kamizelka dla I. Prosta i miękka.
włóczka Himalaya Dolphin Baby
skład: poliester 100%
szydełko nr 5
kolory nr.: 402



poniedziałek, 24 października 2016

Różowo.

Poprzednio pokazywałam wam zielony kocyk w akcji Tęczowych kocyków.  Ostatnio rozpoczęłam pracę nad różowym kocykiem ale mam możliwość dziergania jedynie z tzw. doskoku, więc idzie wolno. 
Na zdjęciu widać początek. Jest tam także motek różowo fioletowej włoczki o której chcę wam opowiedzieć. Nie jestem zaawansowaną dziergaczką ale zaobserwowałam u siebie objawy choroby. która dotyka wiele robótkujących osób. Mianowicie, wybrałam się do swojego włóczkowego źródełka. Wybór może mało urozmaicony ale jak dla mnie wystarczający. Przyglądając się kolorystyce dojrzałam ten różowo fioletowy melanż i ... zawisłam z myślami i ręką w powietrzu. Stwierdziłam, że muszę mieć choćby jeden motek. Zdrowy rozsądek (tak, mam śladowe ilości) nie pozwolił mi jednak kupić tej włóczki a inne, potrzebne akcesoria po które właściwie przyszłam. Wróciłam do domu ale moje myśli wciąż krążyły wokół koszyka z upatrzonym melanżem, do tego stopnia że nawet śniły mi się motki w tym kolorze. Nie było rady, po pracy pojechałam po upragnioną włóczkę. Na miejscu oczywiście ze dwadzieścia razy wyciągałam rękę i cofałam. W końcu kupiłam dwa motki. Przyznam szczerze, że uczucie jakiego doznałam dotykając tych motków mogę śmiało określić "orgazmem dziergaczki". Coś niesamowitego. Prawie zakręciło mi się w głowie. Teraz tylko rozpocząć robótkę - bo już wiem co z niej zrobię. :) Niestety psycholog w takich przypadkach jest bezradny.


wtorek, 27 września 2016

Kocyk

Część moich znajomych wie, że jeśli gdzieś ktoś rzuci hasło rękodzielniczej akcji charytatywnej to ja w nią wchodzę. Choćby na jedną małą rzecz. Taka moja dziwna natura i potrzeby serca.
Słychać teraz dużo w mediach o "Ośmiorniczkach dla wcześniaków", "Tęczowym kocyku" i innych. (Więcej o akcjach poczytacie na ich stronach.) Wydziergałam więc kocyk, "tęczowy" choć zielony. Koniecznie chciałam wypróbować wzór w misie. Użyłam do tego włoczki akrylowej. Jakie są wymiary kocyka? Jeszcze nie wiem bo jestem przed praniem i formowanie. Zastanawiam się na jakim kolorze najwyraźniej będzie widać te miśki.




środa, 30 marca 2016

Rodzinne skarby.

Tak to już jest, że po naszych przodkach (poza majątkiem ;) dziedziczymy pewne cechy, zdolności i skłonności.
Tak jest z robótkowaniem u kobiet w mojej rodzinie. Na starym blogu już Wam o tym wspominałam.
Moja Babcia jej domeną było szydełkowanie, haft (różnoraki) i szycie na maszynie.

Fragment serwetki wyhaftowanej przez moją Babcię.


Moja mama w komplecie uszytym i wyhaftowanym przez moją Babcię oraz "plecy" w czasach 
obecnych. 



Jej starsza córka - mistrzyni robótek na drutach.
Do tej pory wspominam spódnicę i bolerko z niebieskiej włóczki, czerwoną spódnicę z całego koło (ciężka jak diabli) i sweter w łabędzie, który nie doczekał się podszewki a wymaga naprawy.

Moja mama - szycie na maszynie, szydełko i druty.
Czasami siadała wieczorem do maszyny, żebyśmy obie na rano miały nowy ciuch. Mama potrafi uszyć wszystko. Począwszy od drobiazgów a skończywszy na spodniach, nosidełku dla brata i śpiworze na obóz dla mnie. Kilka rzeczy druciano-szydełkowych trzymam w szafie do tej pory.

Ja - haft krzyżykowy, szydełko, druty, szycie na maszynie i odrobina haftu wstążeczkowego.

Wszystkie te rzeczy zajmują w szafie miejsce, którego nam bardzo brak. Z drugiej strony - nie wyopbrażam sobie jak mogłabym się pozbyć takich skarbów. Chyba tylko po to aby dać je w posagu mojej córce, która ... z szydełkiem sobie nie poradziła ale ...
Złapała bakcyla tkackiego i chyba coś z tego będzie :)


 Ale rękodzieło jest domeną całej naszej rodziny. O tym co i jak tworzy mój pan mąż możecie poczytać tutaj http://dolinaskrzatow.pl/. Najlepiej jednak odwiedzić nas osobiście i przekonać się na własne oczy. Od samego początku mąż ma pomocnika. 



Syn jest bardzo zaangażowany w nasze działania. Sam jest twórcą i pomysłodawcą wielu skrzacich ciekawostek. 


Obraz namalowany przez mlodego w 2014 roku. Oprawiony i jak najdroższe arcydzieło powiesszony w honorowym miejscu. 






wtorek, 10 listopada 2015

Figlarne przeznaczenie.

Jakieś półtora tygodnia temu zaświtała mi myśl, żeby córce zrobić komin w jej ulubionym kolorze. Kupiłam więc różową ;) włóczkę i dopasowane, proste druty. Nabrałam ileś oczek i zaczęłam przerabiać. Miałam już jakieś 10 cm kiedy naszły mnie dziwne myśli. A może za mało nabrałam oczek? A może komin powinnam robić na drutach z żyłką żeby nie trzeba było go zszywać? Tak. Następnego dnia kupiłam druty z żyłką (bambusowe, zaszalałam) i sprułam to co już miałam. Zaczęłam nabierać oczka. Raz, drugi, trzeci ... po szóstym się poddałam. Bo między innymi żyłka była za długa. Wróciłam do prostych drutów. Następnego dnia kolejne podejście do nabierania oczek. I tak przez kilka dni do przedwczoraj. Zła passa nabierania oczek została przełamana. Ale prawe z lewymi zaczęły się teraz mieszać z lewymi, brzegowe nie były takie jak powinny. Sprułam raz i drugi. Kolejnego dnia podobnie. Stwierdziłam, że zamykam temat moich robótek na drutach na dłuuuugi czas. Jednak coś mnie dziś podkusiło i zaczęłam nabierać oczka znowu. Udało się. Robię ściągacz czyli nic skomplikowanego. Mam 10 cm. W międzyczasie okazało się, że mam jakieś inne prawe oczka niż trzy "druciane" blogerki, które podpatruję. Trudno, nie będę już pruć. Wydaje mi się, że tak mnie w dzieciństwie uczyła ciocia. I mimo, że ta robótka nie jest na wysokim poziomie ale potraktuję ją jako wprawkę przed innymi. W końcu minęło jakieś 25 lat od momentu kiedy po raz ostatni coś dziergałam na drutach. Bazowałam wtedy też głównie na oczkach prawych i lewych - znaczy na ściągaczu. Na fotce macie początkową fazę z odrobinę przekłamanym kolorem. Postaram się jednak zrobić odrobinę lepsze zdjęcia z kolejne 10 cm. :) Bo planuję dotrwać do końca. 
Moi drodzy, nie mogę dodać zdjęcia do bloga. Może to znak, że coś się dzieje?
Ufffff już.






Batmanowy kwadrat.

 Wszem i wobec ogłaszam zakończenie wyszywania batmanowego logo. Miało być łatwo i szybko a codzienność zweryfikowała moje plany. Nie wyrobi...