czwartek, 10 grudnia 2015

Smutny listopad.

Na szczęście już za mną. Nie zebrałam się do napisania postu. Za dużo było w listopadzie pożegnań i rocznic tych pożegnań. Jedną z niewielu przyjemnych była nasza rocznica ślubu. Siódma. :)
Mam też padnięty aparat, więc zdjęcia stały się problematyczną sprawą. Ale będą!!!
To różowe co miało być kominem - sprułam. Pojawiło się zbyt dużo pomyłek i wszystkie przez podróż pociągiem. Widocznie ja nie powinnam łączyć drutów z pociągiem. Bywa. Za to od ilości włóczkowych planów pęka mi głowa. :)
Pozdrawiam Was serdecznie :)

wtorek, 10 listopada 2015

Figlarne przeznaczenie.

Jakieś półtora tygodnia temu zaświtała mi myśl, żeby córce zrobić komin w jej ulubionym kolorze. Kupiłam więc różową ;) włóczkę i dopasowane, proste druty. Nabrałam ileś oczek i zaczęłam przerabiać. Miałam już jakieś 10 cm kiedy naszły mnie dziwne myśli. A może za mało nabrałam oczek? A może komin powinnam robić na drutach z żyłką żeby nie trzeba było go zszywać? Tak. Następnego dnia kupiłam druty z żyłką (bambusowe, zaszalałam) i sprułam to co już miałam. Zaczęłam nabierać oczka. Raz, drugi, trzeci ... po szóstym się poddałam. Bo między innymi żyłka była za długa. Wróciłam do prostych drutów. Następnego dnia kolejne podejście do nabierania oczek. I tak przez kilka dni do przedwczoraj. Zła passa nabierania oczek została przełamana. Ale prawe z lewymi zaczęły się teraz mieszać z lewymi, brzegowe nie były takie jak powinny. Sprułam raz i drugi. Kolejnego dnia podobnie. Stwierdziłam, że zamykam temat moich robótek na drutach na dłuuuugi czas. Jednak coś mnie dziś podkusiło i zaczęłam nabierać oczka znowu. Udało się. Robię ściągacz czyli nic skomplikowanego. Mam 10 cm. W międzyczasie okazało się, że mam jakieś inne prawe oczka niż trzy "druciane" blogerki, które podpatruję. Trudno, nie będę już pruć. Wydaje mi się, że tak mnie w dzieciństwie uczyła ciocia. I mimo, że ta robótka nie jest na wysokim poziomie ale potraktuję ją jako wprawkę przed innymi. W końcu minęło jakieś 25 lat od momentu kiedy po raz ostatni coś dziergałam na drutach. Bazowałam wtedy też głównie na oczkach prawych i lewych - znaczy na ściągaczu. Na fotce macie początkową fazę z odrobinę przekłamanym kolorem. Postaram się jednak zrobić odrobinę lepsze zdjęcia z kolejne 10 cm. :) Bo planuję dotrwać do końca. 
Moi drodzy, nie mogę dodać zdjęcia do bloga. Może to znak, że coś się dzieje?
Ufffff już.






sobota, 31 października 2015

Stare w nowym a może nowe w nowym?

Blog Pracowni powstał już dawno temu potem ... musiał zniknąć. Jednak, zarówno inspirujące warsztaty z Doliny Skrzatów jak i potrzeba moich paluchów do ciągłego dziergania spowodowały, że blog rusza na nowo. Czym jest Dolina Skrzatów? Poczytać możecie tutaj: http://dolinaskrzatow.pl
Moje ulubione miejsce to warsztat rękodzielniczy umiejscowiony blisko herbaty, kawy i towarzyskich rozmów.
Każdy kto mnie zna wie, że uwielbiam wyszywać haftem krzyżykowym. Nie mam na swoim koncie jeszcze żadnego dzieła życia powalającego ilością ściegów bądź gabarytami całości. Nie mogę pozwolić sobie na spędzanie z igłą codziennie po kilka godzin. Robię to jednak zawsze z wielkim zaangażowaniem i uwielbieniem. Ale tym razem nie o krzyżykach chciałam Wam napisać. W Dolinie odbyły się warsztaty tkackie i szydełkowe. W tym samym czasie prababcia moich dzieci znalazła u siebie zapas włóczki i postanowiła mnie z nią "ożenić". Od tego czasu nie rozstaję się z szydełkiem. Wykonuję prostą formę bo tylko podkładki pod kubki ale póki co, to mi wystarcza. Bawię się przy tym świetnie. Wybaczcie mieszaną jakość zdjęć ale są i z aparatu i z telefonu.

Pierwszy komplet "koślawców" zdjęty z szydełka, bez formowania wyglądał tak:



Potem było już lepiej: